Polskie prawo nie wie co zrobić z agresywnymi psami

W 2005 roku usunięto zapis pozwalający na uśpienie psów stwarzających zagrożenie. Od tego momentu agresja i śmiertelny atak nie stanowią powodu do trwałego odizolowania zwierzęcia. W Polsce nie można odebrać psa, który stwarza zagrożenie oraz posiada historię ataków. Prawo nie przewiduje takich sytuacji.

Ataki psów w Polsce - nasze prawo nie jest na to gotowe

Frodo z Łodzi, pies w typie american staffordshire terrier pogryzł 7 psów, właściciel otrzymał 8 wyroków skazujących. Mimo to Frodo dalej biegał luzem i atakował. Właściciele innych zwierząt ostrzegali się aby unikać tras, gdzie może być Frodo.

W Poznaniu doberman, nad którym właściciel nie panuje, jednego psa już zagryzł, innego dotkliwie pogryzł, według świadków wykazuje również agresję wobec ludzi. Właściciel dalej spaceruje z psem bez kagańca.

W Rząsce, miejscowości pod Krakowem, dwa rottweilery i cane corso atakują ludzi oraz inne psy od 2021. Wobec właścicieli toczyły się postępowania sądowe oraz toczą nowe, poprzedni wójt mimo zgłoszonego ataku i wniosku o odebrania psa - nie cofnął pozwolenia na posiadanie (był to pies z rodowodem, a właściciel złożył wniosek o zgodę na posiadanie psa z listy ras niebezpiecznych). Mieszkańcy ostrzegają się gdzie nie spacerować z dziećmi oraz psami.

Pod Siedlcami dwa psy w typie rasy american staffordshire terrier wyskoczyły z auta i niesprowokowane zaatakowały spacerującą babcię oraz niemowlę w wózku. Ofiary trafiły do szpitala, za to po wstępnej obserwacji weterynarza psy wróciły do właściciela, nie stwierdzono niczego niepokojącego.

W Warszawie owczarek niemiecki dotkliwie pogryzł pasażerkę autobusu, właścicielka psa nie tylko zignorowała nakaz kagańca w środku transportu, ale nie była w stanie fizycznie zapanować nad swoim psem, to postronni świadkowie zdarzenia odciągnęli psa od ofiary.

Żaden ze wspomnianych wyżej psów, mimo historii wielokrotnego lub poważnego a nawet śmiertelnego ataku, nie tylko nie musi nosić kagańca, ale nie musi być nawet prowadzony na smyczy, o ile regulamin gminy nie wymaga tego.

Dlaczego polskie prawo pozwala na to?

Polskie prawo pozwala na kolejne ataki ponieważ nie posiada żadnej ustawy pozwalającej ograniczyć zagrożenie, nie istnieją żadne procedury wobec właścicieli psów, które stwarzają zagrożenie. Prawo skutecznie chroni właściciela, nie ma możliwości odebrania takiego psa ani wymogu stosowania kagańca.

Dla polskiego prawa nie ma znaczenia czy to kolejny atak czy śmiertelny. Co więcej - nasze prawo nie oferuje również realnych narzędzi prewencji. W praktyce oznacza to, że pies, który kilkukrotnie pogryzł lub zagryzł człowieka bądź zwierzę, może nadal legalnie poruszać się w przestrzeni publicznej bez kagańca.

To odpowiedź na liczne zarzuty zbulwersowanych obywateli, ofiar ataku ale też właścicieli pogryzionych psów “gdzie była policja?”. Pytanie powinno brzmieć, dlaczego polski ustawodawca na to pozwala.

Co może zrobić policja w sytuacji gdy pies zaatakował?

Może tylko i wyłącznie wystawić mandat (nawet jeśli to kolejny atak tego samego psa) lub postawić zarzuty w zależności od sytuacji, skierować wniosek do sądu o ukaranie.

Obecnie polskie prawo nie pozwala tymczasowo odebrać psa stwarzającego zagrożenie w ramach interwencji. Jednocześnie nie przewiduje obowiązku, by właściciel psa, który już wcześniej zaatakował, stosował kaganiec, odbył szkolenie z behawiorystą czy wykupił ubezpieczenie od szkód wyrządzonych przez zwierzę.

To wyjaśnia dlaczego służby, policja, straż miejska czy gmina nie mogą w żaden sposób pomóc atakowanym mieszkańcom i ich zwierzętom. Policja może tylko i wyłącznie wręczać mandaty lub postawić zarzuty. Nic więcej. Psa odebrać nie wolno, społeczeństwo musi na ten moment samo sobie radzić - po prostu unikać miejsc, gdzie taki pies spaceruje.

Czy w Polsce w ogóle można odebrać psa?

Polskie prawo pozwala odebrać zwierzę w jednym przypadku: wynikiem znęcania się nad zwierzęciem.

W Polsce możliwy jest też tzw. tymczasowy, interwencyjny odbiór, ale dotyczy tylko cierpiących zwierząt - prawo pozwala odebrać je natychmiast, bez opinii weterynarza czy biegłego. W przypadku agresywnych psów, które zaatakowały człowieka lub inne zwierzę, taka możliwość nie istnieje.

Zdarza się, że psy zostają tymczasowo odebrane aby przeprowadzić obserwację pod kątem wścieklizny - często jednak taka obserwacja odbywa się w domu właściciela. Tylko w przypadku poważnych zarzutów zdarza się, że psy trafiają również pod obserwację biegłych. Biegły ocenia zazwyczaj stan psa i możliwą przyczynę ataku. Nawet jeśli według jego opinii pies może stanowić ryzyko - i tak nie może zostać uśpiony.

Co się dzieje z psem, który zabił człowieka?

W 2005 roku z ustawy o ochronie zwierząt został usunięty zapis o osobnikach nadmiernie agresywnych (ryzyko kolejnego ataku mogło być podstawą do uśpienia). W tym momencie polskie prawo nie uznaje ciężkiego pogryzienia, okaleczenia lub śmiertelnego ataku za powód do trwałego odizolowania psa od społeczeństwa.

Jednocześnie polskie prawo nie przewiduje żadnej ochrony dla społeczeństwa oraz zwierząt.

Dlatego psy z historią śmiertelnych ataków na ludzi wracają do społeczeństwa. Najczęściej wyrokiem sądu przekazywane są prywatnym fundacjom lub wskazanym osobom, czasem nawet są to członkowie rodziny byłego właściciela. Nie istnieją żadne wymogi w opiece nad takimi psami. Nowy właściciel nie jest zobowiązany do stosowania żadnych dodatkowych środków bezpieczeństwa - trening behawioralny, kaganiec, unikanie zatłoczonych miejsc itd.

Historia ataku nie jest w żaden sposób przypisana do psa np. na chipie. Oznacza to, że gdy pies ma nowego właściciela to w przypadku kolejnego ataku - nie ma możliwości powiązania go z poprzednim.

W 2020 r w Przemyślu pitbull zagryzł dziecko. Pies został uznany przez biegłego ds zwierząt za skrajnie niebezpiecznego. Ustawa nie pozwala na uśpienie zwierzęcia ze względu na agresję, dlatego wyrokiem sądu pies trafił do prywatnej fundacji, która mogła wydać go kolejnej osobie.

Dane o pogryzieniach są zaniżone?

Dane o pogryzieniach, które w 2025 przedstawiła Izabela Kadłucka (biegły sądowy) dotyczą jedynie pogryzień ludzi, i tylko tych które zostały zgłoszone do sanepidu. Wiele ataków na ludzi nie zostaje zgłoszonych, szczególnie jeśli dotyczą tylko artykułu 77 (niezachowanie ostrożności w opiece nad zwierzęciem). W przypadku ataku psa na inne zwierzęta - nie zbieramy żadnych danych.

Ataki psów na inne zwierzęta pozostają obecnie poza jakąkolwiek kontrolą. Prawo przewiduje w tej sytuacji jedynie mandat, dlatego Frodo może atakować psy w Łodzi bez większych konsekwencji dla właściciela.

Dla wielu ludzi pies jest pełnoprawnym członkiem rodziny, tym trudniejszym jest do zaakceptowania fakt, że za śmierć ukochanego psa grozi jedynie mandat do 1000zł. Tak było w przypadku np. Leosia, małego jack russel terriera zagryzionego na Saskiej Kępie przez american staffordshire terriera (amstaffa), który wymknął się z posesji i rozszarpał małego psa na oczach zrozpaczonej właścicielki. Właściciel agresywnego amstaffa nie przyznaje się do winy.

W Poznaniu, w centrum miasta, maltańczyk Teddy został zagryziony, na oczach właściciela przez psa (również w typie american staffordshire terrier), oba psy były na smyczy. Właścicielka agresywnego psa nie była w stanie zapanować nad swoim zwierzęciem i przerwać ataku.

Dopuszczenie do sytuacji, w której pies zabija inne zwierzę, jest traktowane jako wykroczenie (art. 77) i grozi mandatem do 1000 zł.

Polskie sądy często zasądzają rażąco niskie kwoty nawiązek, odszkodowania czy zadośćuczynienia

Poszkodowani mogą i powinni walczyć o odszkodowanie oraz zadośćuczynienie (postępowanie cywilne). Robią to jednak zbyt rzadko, i choć wygrana jest pewna w sytuacji gdy właściciel poprzez nieodpowiednią opiekę dopuścił do pogryzienia, bywa, że polskie sądy bagatelizują sprawę samego pogryzienia i nie chcą zasądzać wyższych kwot, sugerując, że odszkodowanie rzędu 10-15 tysięcy złotych za poważne pogryzienie to chęć wzbogacenia się przez ofiarę. Obecnie w zasądzonych odszkodowaniach i zadośćuczynieniach jest duża rozbieżność - nie ma reguły.

Rany po pogryzieniach są ranami trudnymi do leczenia - są to rany kąsane, szarpane, prawie zawsze zostają blizny, często kończą się również oszpeceniem i kalectwem, a nawet amputacją.

Ofiary pogryzień często odnoszą rany, które wymagają długiego leczenia, a nierzadko także kosztownych operacji plastycznych. Ich sytuację finansową mogłoby znacznie poprawić obowiązkowe ubezpieczenie od szkód wyrządzonych przez psa - prawnicy podkreślają, że bezpośrednie odszkodowanie od ubezpieczyciela jest zarówno wyższe, jak i szybciej wypłacane. Obecnie polskie prawo nie nakłada takiego obowiązku na właścicieli psów.

Około 30 000 pogryzień rocznie, i to tylko tych zgłoszonych, dotyczących jedynie ludzi wciąż nie przekonuje ustawodawcy do poprawy bezpieczeństwa.

Czy smycz rozwiązuje problem?

Warto pamiętać, że ustawodawca nie nakłada obowiązku prowadzenia psów na smyczy. Wymaga jedynie, aby właściciel panował nad zachowaniem swojego zwierzęcia. Obowiązek trzymania psa na smyczy może wynikać z regulaminów organów samorządowych lub zarządców obiektów. Właściciele psów często kwestionują zasadność tych wymogów.

Do wielu pogryzień dochodzi mimo tego, że pies był na smyczy. Właściciel, który nie spodziewa się ataku, nie jest w stanie przewidzieć zachowania swojego zwierzęcia. Widać też wyraźny trend w prowadzeniu psów - coraz częściej, nawet duże i silne psy, są wyprowadzane w szelkach (bez obroży) i na długich linkach. W sytuacjach kryzysowych (niekoniecznie atak, może to być np. przestraszenie hałasem) właściciel psa praktycznie nie ma nad nim kontroli. Szelki z zapięciem na środku pleców całkowicie ograniczają kontrolę nad newralgicznymi miejscami czyli nad głową i pyskiem psa, jednocześnie pozwalają psu ciągnąć właściciela całym ciałem z pełną siłą.

Smycz nie chroni, jeśli właściciel nie rozumie zachowania i popędów swojego psa

Dziś psy są w co drugim domu i niemal codziennie spotykamy je w miejscach publicznych - w sklepach, restauracjach, kawiarniach, hotelach, parkach, galeriach handlowych, a nawet przychodniach. Każdy może posiadać dowolnego psa, nawet jeśli nie potrafi nad nim zapanować.

Jak radzą sobie inne kraje?

Wszystkie kraje europejskie borykają się z problemem pogryzień, jednak większość z nich wprowadziła już dawno restrykcje, takie jak obowiązkowe szkolenia dla właścicieli, chipowanie i ubezpieczenie psów, testy behawioralne, a niektóre państwa wprowadziły nawet prawne pojęcie „pies stwarzający zagrożenie”.

W Saksonii pies, który dokonał ataku na ludzi lub zwierzęta, może zostać uznany za „stwarzającego zagrożenie” i od tego momentu podlegać specjalnym procedurom i restrykcjom. W miejscach publicznych musi nosić kaganiec, właściciel jest zobowiązany do wykupienia ubezpieczenia, a w przypadku lekceważenia obowiązków lub kolejnych ataków jednostka administracyjna może odebrać psa w celu ochrony ludzi i zwierząt.

W Austrii (Innsbruck) każdy atak psa (na człowieka lub inne zwierzę) musi być obowiązkowo zgłoszony na policję. Pies jest oceniany przez weterynarza, który decyduje m.in., czy stwarza ryzyko i w miejscach publicznych musi nosić kaganiec.

W Górnej Austrii, po śmiertelnym ataku (american staffordshire terrier) na biegacza w 2023 roku, zaostrzono prawo. Wcześniej agresywnego psa nie można było uśpić. Decyzją sądu psy, które dopuściły się śmiertelnego ataku, zostały uśpione. Odwołanie właścicielki, która po ataku poddała psy treningowi behawioralnemu, nie zmieniło decyzji sądu, uznającego je za potencjalne zagrożenie dla społeczeństwa.

Górna Austria podjęła również decyzję, aby wymagać od właścicieli “dużych” psów odbycia szkolenia i testu kynologicznego z rozumienia zachowania psa w codziennych sytuacjach. Za duże psy uznano, te które ważą powyżej 20 kg i mierzą w kłębie ponad 40 cm. Holandia również przygląda się takim rozwiązaniom.

Dodatkowo Górna Austria po tragicznym wypadku uzupełniła listę ras potencjalnie niebezpiecznych, uwzględniając w nich krzyżówki i miksy ras, tzw psy “w typie rasy”. Z tego samego rozwiązania korzystają prawie wszystkie kraje w Europie.

W Austrii i Niemczech, po poważnych atakach, organy samorządowe zaczęły otrzymywać szersze uprawnienia do reagowania po incydentach z udziałem psów, powstał rejestr psów, umożliwia przegląd wszystkich psów zgłoszonych na terenie całego kraju związkowego.

W Polsce gminy zmuszone są odrzucać kolejne petycje mieszkańców o odebranie niebezpiecznych zwierząt, które dokonały ataku - samorządy nie mają podstaw prawnych aby odbierać agresywne zwierzęta.

Czy polska lista ras niebezpiecznych ma sens?

Polska lista ras niebezpiecznych jest listą całkowicie martwą. Powstała w 1997r i od tego momentu nie była aktualizowana. Dodatkowo dotyczy tylko i wyłącznie psów z rodowodem, a te stanowią bardzo mały procent. Nikt też nie wie jak taki rodowód miałby być weryfikowany i przez kogo.

Wymóg rodowodu jest całkowicie przestarzały, inne kraje europejskie w swoich listach ras niebezpiecznych wyraźnie wskazują na “psy w typie ras” - to uszczelnia system i poprawia bezpieczeństwo. To po stronie właściciela jest udowodnienie, że jego pies nie zalicza się do ras z listy.

Dodatkowo prawie we wszystkich krajach europejskich rasa american staffordshire terrier (amstaff) widnieje na liście psów niebezpiecznych. American staffordshire terrier przoduje w Polsce na liście ras odpowiedzialnych za poważne i śmiertelne ataki szczególnie na inne zwierzęta, ale też na ludzi. MSWiA odmawia wpisania tej rasy do listy, argumentując, że ani Związek Kynologiczny w Polsce ani przeprowadzony raport o pogryzieniach z 2012 nie sugerował aby tę rasę dopisać.

Problem w tym, że we wspomnianym raporcie wyraźnie zaznaczono, że badano bardzo małą ilość przypadków ataków - w tym żadnych poważnych lub śmiertelnych: “W badanym materiale nie było przypadków pokąsania ze skutkiem śmiertelnym, a psy poddane obserwacji w kierunku wścieklizny były często sprawcami nieznacznych obrażeń”.

Dodatkowo Związek Kynologiczny w Polsce może niechętnie sugerować dopisanie jakiejkolwiek rasy do listy ras niebezpiecznych ponieważ to wpłynie negatywnie na zrzeszonych hodowców, dla których hodowla psów jest biznesem i źródłem utrzymania.

Specjaliści pracujący z psami, w tym wielu trenerów, behawiorystów a także biegłych ds zwierząt, powoływanych przez sąd wyraźnie wskazują, że lista ras niebezpiecznych powinna zostać poprawiona o zapis “pies w typie rasy” oraz zostać uzupełniona o kolejne typy ras, które powtarzają się w poważnych i śmiertelnych atakach - np. owczarki niemieckie.

Ostatnio coraz modniejsza w Polsce jest rasa american bully, rasa która po licznych śmiertelnych atakach na ludzi została zabroniona w Anglii, Szkocji, Walii, Irlandii, coraz więcej krajów z UE dopisuje tę rasę do swoich list ras niebezpiecznych. W Polsce american bully dokonały już kilku bardzo poważnych ataków, wymagających pilnego ratowania życia ofiar i długiej hospitalizacji. Dla porównania - bardzo trudno znaleźć w Polsce przypadki poważnych i śmiertelnych ataków przez inne znacznie bardziej popularne rasy - np. berneńskie psy pasterskie, owczarki australijskie, border collie, golden retrievery, wyżły weimarskie i węgierskie, białe owczarki szwajcarskie czy labradory.

Prawo wymaga zmian

Polskie prawo wymaga pilnych zmian by móc chronić życie oraz zdrowie ludzi oraz zwierząt. Potrzebujemy rozwiązań, które poprawią bezpieczeństwo i obejmą również prewencję. Sąsiednie kraje posiadają gotowe i sprawdzone rozwiązania, z których ustawodawca mógłby skorzystać. W tym momencie temat psów stwarzających zagrożenie jest całkowicie poza systemem.

żródła: